h1

Wywody o homoseksualizmie.

marzec 30, 2008

Już od dawna zbierałem się do napisania kilku zdań na ten temat. Chociażby z tak oczywistych powodów, że z ludźmi o orientacji homoseksulanej spotykamy się świadomie lub nie na codzień. Taka jest prawda. Być może codziennie podajemy im rękę, mówimy dzień dobry, itd.

Przejdźmy do meritum. Homoseksualizm jest przez innych nazywany chorobą, dewiacją, usposobieniem, zboczeniem czy uwarunkowaniem genetycznym. Nie wiem, być może wprowadzę pewną innowację. Dla mnie heteroseksualnej osoby pociąg do tej samej płci jest ideą. Jest to wybór sposobu życia tak jak bycie singlem, mnichem, czy właśnie heteroseksualną jednostką. Skąd takie podejście? Odsiałem przyczyny kulturowe natomiast wziąłem pod uwagę to jak do przodu posunęła się współczesna myśl o świecie, człowieku i jego psychice. Rzeczywistość jest taka, że nikt nikogo nie zmusza do bycia takim czy owakim. Nie jesteśmy społeczeństwem, społecznościami żyjącymi w zamkniętych ramach, normach czy granicach. Bo czym jest moralność? Czym jest prawo? Wszystko jest względne. Każdy może wszystkiemu zaprzeczyć. Żyjemy w takim świecie jakim go sobie stworzymy. Od Nas zależy z jakich klocków, częsci i ludzie będzie złożony. Tu wchodzimy w kwestie prywatności, która nie tylko w homoseksualizmie jest istotna. Jednego nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego pewna grupa tych ludzi epatują tak bardzo swoją seksualnością. Do czego im są potrzebne te wszystkie prawa, które jako obywatelom państwa, świata sie należą? Przecież jeżeli ‘kochają’ się to nie musi wiedzieć o tym cały świat. Nie widzę powodów dla których trwa ten cały pióropuszowy raban. Ja wiem, że jest im źle bo nie mogą się przytulić na ławce czy w parku, ale niestety nie przekonają społeczeństwa, nie zmienią mentalności ludzi na tyle by zburzyć porządek w ich głowach. W tej kwestii jednak zgodziłbym się z przeciwnikami i zagorzałymi hunterami gejów i lesbijek, że być może to jest spisek pewnego lobby homoseksualnego, ale nie wiem. Nie ma dowodów, nie ma sprawy?

Jednym z przedmiotów dyskusji jest grzeszna strona homoseksualizmu. Nigdy nie byłem na tyle bezczelny by zaglądać do czyjegoś łóżka A TYM BARDZIEJ debatować nad sumieniem, czy moralnością drugich czy trzecich osób. Tu się kłania wcześniej wspomniana śmierć moralności, wchodzimy w kwestie relatywizmu religijnego. Bo można zapytać. Kto jest bardziej grzeszny: morderca, pedofil, czy homoseksualista kochający mniej czy bardziej platonicznie? To chyba kwestia Stwórcy. Jednak kwestią wybaczenia jest podejście Kościoła jako instytucji. Stosunek hierarchii do homoseksualizmu znany jest wszystkim. Jednak czy Kościół ma moralne prawo do pouczania w tych kwestiach? Kto jak nie on?

Wszystko kręci się wokół moralności. Chyba mniej wokół tolerancji.  Bo każdy przez tolerancję rozumie co innego. Nie będę dokładał zbędnych zdań na jej temat bo powstały już tomy ksiąg i artykułów w tym temacie. Kwestia dystansu do świata i otaczających Nas ludzi. Kwestia zdrowego dystansu.

Skąd te powyższe twierdzenia? Chyba wywodzą się z tego, że nie jestem w stanie zrozumieć nienawiści pomiędzy ludźmi. Przykład homoseksualizmu jest doskonałym przykładem. Nie chce być tutaj alterantymegahiperforhomoseksualistą. Nie chce siać propagandy żadnej ze stron. Tylko pytam się gdzie tkwi Nasza nienawiść do tych ludzi? Czym różni się nawoływanie do eksterminacji homoseksualistów od eksterminacji Żydów? W XX wieku też zaczynało się od haseł wykrzykiwanych na ulicach… Oczywiście to trochę abstrakcyjne, ale chyba nie można pozwalać na pozostawienie takich czynów bezkarnymi.

Kończąc chcę zaznaczyć, że w swoim krótkim życiu osobiście spotkałem kilku gejów, chyba jedną lesbijkę. Są to normalni ludzie. Jakoś nie zarazili mnie homoseksualizmem. Nie przekonywali mnie do siebie. Nie podrywali. Ot co. Kwestia podejścia. Kwestia moralności i dystansu które można zbudować w sobie, bo te budowane w społeczeństwie mogą być fałszywe.

Maciej
- życiowy heteryk

- polityczny homini

7 comments

  1. nie mam zdania… jak nie mam zdania na wiele innych tematów… najlepie jeśli w tej kwestii (upodobań seksualnych) każdy zajmie się sobą… i temat, który jest wibitnie tematem zastępczym po prostu zniknie…


  2. @Skem: Ech… na tych zasadach to każdy temat można zakwalifikować jako “zastępczy”.

    Nie to, żebym upierał się przy wprowadzaniu “równych praw” czy czegokolwiek - ot, trafił mi się w telewizji program z casusem pechowej kobiety, której matka (z pomocą organów państwowych) odebrała dziecko właśnie z powodu orientacji seksualnej. Tu rodzi się we mnie pytanie: czy jest to kwestia zmian w prawie, czy po prostu kwestia dobrze rozumianej praworządności i realizacji zapisów konstytucji?

    @Maciej/Homopoliticus
    “Są to normalni ludzie. Jakoś nie zarazili mnie homoseksualizmem. Nie przekonywali mnie do siebie. Nie podrywali. Ot co. Kwestia podejścia. Kwestia moralności i dystansu które można zbudować w sobie, bo te budowane w społeczeństwie mogą być fałszywe.”

    Heh, czekam na wypowiedź jakiegoś “prawdziwego mężczyzny”, który powie, że był podrywany przez heteroseksualną kobietę… i się oparł. No to by było dopiero coś :-)


  3. @black: jesteś pewien, że to tylko o to chodziło? bo może nie do końca… odebranie komuś dziecka… jest rzeczą trudną dla każdego podejrzewam… i nie orientacja tu wzięła górę… jestem tego pewna… orientacja była dobrą przykrywką do robienia z siebie skrzywdzonej przez los… bo to łatwiej, trudniej przyznać się, że się nie było dobrym rodzicem…
    dziecko to nie zabawka, nie można zajmować się nim gdzieś pomiędzy… czymś innym… to nie lalka do przytulania, ubierania i zabawiania… trzeba je wychowywać, co trudno robić będąc… no właśnie jakim będąc? szkoda, że nie widziałam tego programu…


  4. @Skem: jestem pewien, że chodziło o mnóstwo innych rzeczy i że orientacja seksualna była tylko częścią problemu, ale po cytacie “znajdź faceta, wyjdź za mąż, koleżanki to możesz mieć na boku” tknęło mnie odnośnie problemu, nie tego konkretnego przypadku. Problemu pod nalepką “gdzie kończy się litera prawa, a zaczyna wolna interpretacja”.

    Poszukam tego konkretnego materiału, jak znajdę, to podrzucę linki.


  5. Black Ops> co do litery prawa a wolnej interpretacji, w Polsce jest tak, że mamy swobodną interpretację w sprawach konkretnych, jeżeli urzędnik zinterpretuje tak albo siak w konkretnym przypadku to tak jest i to się nie odnosi do innych podobnych spraw…ot cała filozofia ;]


  6. Pozwolisz, że się nie zgodzę: sprawy skarbowe, na ten przykład.

    Wiem, że nie mamy systemu precedensowego, niemniej użyłem mocno niedokładnego skrótu myślowego odnośnie tejże wolnej interpretacji: czasami zdaje się być zbyt “wolna”.

    Tak w skrócie: z jednej strony konstytucja gwarantuje “równość” niezależnie od poglądów, z drugiej: kwestie “obrazy uczuć religijnych” czy sprawy związane z orientacją seksualną właśnie.

    [wiem, wiem, to kolejny duży skrót myślowy]


  7. Black Ops> kwestia interpretacji i przekonania sądu w danej sprawie, który norma jest ważniejsza, to są takie kwestie, że można sobie łeb zryć; nie jestem prawnikiem, ale liznąłem tego trochę, z racji, że administrację studiuję i na serio, jeżeli chodzi o konstytucję to są tak fundamentalne kwestie, że można debatować nad tym miesiącami i dojść do punktu wyjścia ;)


Zostaw komentarz