
Rozmowa
kwiecień 14, 2008Dzień zaczął się słonecznie. Wstałem kilka minut po tym jak budzik mnie obudził. Wystroiłem się w garniak. Dobrałem koszulę i krawat. Wyszedłem specjalnie wcześniej na przystanek żeby nie mieć problemu z dotarciem na rozmowę kwalifikacyjną. Spóźnienia są zawsze źle odbierane. Nie chciałem, żeby w kancelarii prawnej na wstępie wrobili sobie złe zdanie o mnie. Niestety nie pomogło. Od rana w mojej dzielnicy trwał straszny korek, a komunikacja miejska została całkowicie rozregulowana. Poczekałem 40 minut na przystanku. Okazało się że moje kursy juz przejechały za jednym razem. Postanowiłem zamówić taryfę. Dobrze, że istnieje tzw nieoznakowana taryfa, która kosztuje grosze, a świadczą usługi na bardzo wysokim poziomie. Czego sam doświadczyłem. Taryfa zjawiła się po 5 minutach. Była to piękna bmka, nawet nie wiem jaki model. W kancelarii byłem juz po 9, a rozmowa umówiona była na 10. W czasie gdy oczekiwałem postanowiłem poczytać kodeks cywilny z którego kilkanaście minut później pisałem test. Test jak test. Problem w tym, że z prawem cywilnym nie miałem nic wspólnego. Tyle ile w weekend. Zadania były w formie otwartej, co dodatkowo utrudniało sprawę. Podczas rozmowy zaznaczyłem to, że nie miałem z tą dziedziną prawa nic wspólnego. Okazało się, że test wcale nie jest aż tak ważny, bo pewne umiejętności nabywa się podczas pracy, a niewiedza jest do nadrobienia. Zresztą Oni dobrze wiedzieli o tym zapraszając mnie. Z rozmowy wywnioskowałem, że odezwali się do mnie gdyż działalność kancelarii jest nastawiona na windykację, w tym, że na etapie sądowym czyli tym ostatnim. Ja jak wiadomo siedzę już w tym chwilę. Standarty windykacyjne i negocjacyjne, a także kontrola dokumentacji to codzienność.
Po rozmowie mam mieszane uczucia. Bez względu na wynik mają odezwać się w najbliższą środę.
Poczekam ale nie nastawiam się na cuda.
no to czekamy…
skem> problem się zrobi gdy okaże się jutro, że chcą mnie w kancelarii, ale sam nie wiem bo musiałbym zrezygnować z dziennych studiów…, a menadżer dzisiaj poinformował mnie, że przedłuża mi umowę i daję podwyżkę+prowizję+premię co miesięczną od skuteczności, i nadal mógłbym kontynuować studia dzienne
;]
ehhh…
xD
wg mnie rezygnacja z studiów byłaby kompletną głupotą w takiej sytuacji
kto powiedział że po 3 miesiącach Cię nie wykopią? (życzę jak najlepiej, ale life is brutal, brutal, brutal) i co wtedy?
Pozdrawiam urzędniczo.
Regarsdes
Mir> też tak myślę, skoro juz na tym etapie chcą mnie zatrudniać w kancelariach itd to potem może być lepiej
teraz w banku mam wysmienite warunki, coraz lepszą płacę, itd, mogę nadal na dziennych być…
żyć-nie umierać xD
no juz raczej podjąłem decyzję ;]
pzdr a la administratywistycznie hehe
mówiłam, pogadaj najpierw.. a teraz? teraz osiołkowi w żłoby dano
ja bym ze studiow niegdy nie zrezygnowala, a jeszcze jak Ci polepszyli warunki w pracy…no nie ma co sie zastanawiac:)) Chyba…?
skem> hehehehe
balkanblues> nom było się nad czym…zastanawiać…ja za często w życiu mam takie wybory…