Archive for the ‘Coś na rzeczy’ Category

h1

‘wakacje’

czerwiec 25, 2008

Sesja jak dobrze pójdzie zakończy się w poniedziałek. We wtorek zacznę pracę w kancelarii. Biorąc ilość godzin pracy plus czas przemieszczania się to będę 16 godzin na 24 spędzał poza domem. Czego się nie robi dla kariery.

Pozdrawiam.

h1

Inny świat. [krótki fotoreportaż]

czerwiec 14, 2008

Stoję sam w starej bramie. Oczywiście Wrocław. Światło które wydobywa się z otwartcyh drzwi ostro razi mnie w oczy. Przymierzam się do uchwycenia kadru gdy nagle zza drzwi wyskakuje młodzieniec. Lekko przestraszony pyta: “Dzień dobry. Dlaczego robi Pan zdjęcie tej starej i brzydkiej bramie? ” Odpowiadam. Dlatego, że to co dla Ciebie jest zwykłą codziennością, obdartą z piękna dla mnie jest sztuką, czymś innym i nowym. Chłopiec zrozumiał. Zresztą od początku wygląda na bardzo bystrego.

Po kilku minutach zachwytu nad moim aparatem i wymianie zdań Sebastian - bo tak miał na imię - proponuję mi zejście do piwnicy. Nie jestem przekonany. Zdaję sobie sprawę, że mógłbym dostać w mordę gdyby ktoś to zobaczył. On jednak nalega. Wchodzimy. Gdyby nie światło - gdzieś w środku-  znajdowalibyśmy się w zupełnej ciemności. Nie trwało to więcej niż dwie minuty. Wracamy do wnętrza bramy. Mija Nas jakiś rowerzysta. Zmierzył Nas wzrokiem. Odszedł. W tej chwili właśnie zawahałem się czy aby nie pożegnać się z Sebastianem i pójść swoją drogą. Jednakże On w tym samym czasie zaproponował mi spacer po okolicy. Przekonały mnie jego słowa. Sebastian ujął to tak: “Proszę Pana mnie to podwórko wychowało. Nic się Panu tu nie stanie.

Poszliśmy. Jedna kamienica, druga i kolejna. Mijający Nas ludzie spoglądali dziwnie, jednak nie ze złością. Widok był może podejrzany, ale ku mojemu zdziwieniu - wzbudzaliśmy sympatię. W drodze wypytywałem Sebastiana o szkołę, rodzinę i dom. W tych ‘podświatach’ przecież zamyka się się jego całe życie. Szkoła jak szkoła. Zdziwiło mnie to, że 11 latek nie zdał, jak się okazało przez zachowanie. Za dużo i za często bił kolegów. Nie bawiłem się w dobrego wujka i nie pouczałem. Nie odmówiłem sobie tego w kwestii palenia papierosów. Oczywiście Sebastian pierwszą próbę ma już za sobą, ale zapewnił mnie, że nie pali. Ulżyło mi. Rodzice pracują, Mama robi tutaj w barze, obok. Mówi mi Sebastian. O ojcu nie wspomina gdzie pracuje. Kwituje tylko, że jak ojca ktoś wkurwi to nie patyczkuje się, tylko porządnie mu przyłoży. Zmartwiłem się. Sebastian widząc to powiedział mi, że ojciec go nie bije. Tato palcem na niego nie kiwnie. Ba nawet kocha go bardziej niż siostrę. Nie wiedziałem jak to skomentować, więc powiedziałem mu, że tak to już bywa, że ojcowie kochają bardziej synów, trzymają z nimi, a matki córki. Taka równowaga.

Po kilku minutach spaceru mówi do mnie:Widzi Pan tamtą ulicę. Tam lepiej jest nie chodzi. Można dostać w mordę za byle co od byle kogo. Następnie opowiada mi o bójkach. Nie słuchałem tego. Zastanawiałem się nad życiem. Nad tym, że jestem cholernym szczęściarzem. Przecież ja nie mog powiedzieć, że wychowało mnie podwórko…

Skręcamy w bramę. Każe mi robić zdjęcia. Tutaj niech Pan pstryka. Ma pan kamerę? Odpowiadam, że nie mam. Podchodzimy do grupki pięciu chłopców w podobnym wieku co Sebiastan. Robią zdjęcia i kamerują się telefonem komórkowym. Skaczą po starej kanapię. Urządzają zawody, jakieś rekonstrukcje. Nagle Sebastian wykonuje - w moim przekonaniu - po mistrzowsku salto, potem kolejne, a następnie do przodu, do tyłu… Zwierza się audytorium, że trenuje akrobatykę na Sępolnie. Pstrykam kilka zdjęć.

Postanawiam wrócić do domu. Widzę lekki smutek. On i koledzy z podwórka pytają kiedy znowu przyjdę, Obiecuję, że za tydzień lub dwa tygodnie. Mają czekać. Sebastian odprowadza mnie na przystanek. Grzecznie pyta o to. Pozwalam. Dlaczego nie miałbym tego zrobić. Na przystanku spotyka jakiegoś sąsiada. Wymienia z Nim kilka zdań. Brunet trochę młodszy ode mnie jedzie do dziewczyny. Sebastian czochra mu ułożone włosy. Śmiejemy się. Nagle podjeżdża tramwaj, 21. Upewniam się czy jedzie na plac Jana Pawła II. Jedzie. Będąc na schodach Sebastian zapytał mnie jeszcze razy kiedy przyjadę(?). Odpowiedziałem identycznie jak poprzednio. Dźwięk dzwonka. Zamknięte drzwi. Sebastian patrzy na mnie. Odjeżdżam.

h1

Dla Mamy.

maj 25, 2008

pamiętasz?
jak po porodzie mnie trzymałaś?
patrzyłaś zmęczona, ale dumna
a ja zapewne oglądałem świat
tak niewinnie
wiedząc, że Twoje dłonie

to cała moja ziemia
najpiękniejsza
pamiętasz jak płakałaś gdy zabrali mnie
choroba jakaś
rozpoznanie:
‘Pneumonia bilateralis
Enterocolitis ac.
Otitis media sin.
Pharyngitis acuta’

Potem wychowanie
robienie kupy za szafą

pierwsze rozstania
przedszkole
płacz i krzyki
klapsy
te trudy
bieganie i skakanie
między blokami chowanie

podstawówka
szóstki i piątki
pierwsze bójki
kolorowe imprezy - choinki
kanapki z szynką
papryką, ogórkiem
posypane startym żółtym serem
pierwsza tajemna i cicha miłość
jak zwykle niespełniona
heh

potem już poważniej
głos inny zaczął się wydobywać
twarz poważniejsza
podrosłem
pochłąniety polityką
jeszcze na dodatek ministrant
z myślami o kapłaństwie
bierzmowanie
egzamin
pierwsze myśli o przyszłości
marzenia
spełnione
i niespełnione

ogólnie wesoło
Ty nadal patrzyłaś
mówiłaś, pouczałaś
i co najważniejsze Kochałaś
dumna

szkoła średnia
poważne ciernie
wbite w matki serce
wybaczyć sobie nie potrafię
przez łzy
kochałaś mnie jeszcze mocniej
problemy w szkole
bo syn zawsze w obronie stawał
mniej lub bardziej wyparzony język miał
jeździł na sejmy
konferencje, marzył o wielkiej polityce
aż w końcu zakochał się
jak zwykle nieszczęśliwie
mało z Tobą rozmawiał
nie wiedziałaś o tym
ale czułaś, że coś nie tak
bo przecież serca
Twoje i moje
w jednym rytmie biją
bo Ty nadałaś mu bieg i sens
następnie matura była
bardziej przejęta niż ja byłaś
nigdy nie wymagałaś ode mnie ambicji
nic nie wymuszałaś
nie narzucałaś zdania
mówiłaś, że najważniejsze by być dobrym człowiekiem
i ‘brata swego szanować’
dlaczego?
bo wiedziałaś, że sam stawiałem sobie cele
i je realizowałem
i znowu byłaś dumna
bo syn dostał się na studia

ale to zabolało

bo opuściłem Was
nie na zawsze, ale daleko
uciekłem
bo przecież to nieważne
Wy dla mnie wszystko
zniesiecie

i ta Twoja duma
ze mnie, z brata, z siostry
jesteś babcią, podwójną

to prawdziwe szczęście mieć Ciebie
Was wszystkich
bliskich

i powiem tylko,
tak jak Ty mówisz zawsze
że jestem dumny i

Kocham Cię

————————————

Wiersz niedoskonały. Zresztą nigdy do doskonałości nie dążę.

h1

bez tytułu

maj 22, 2008

budzisz się i pierwsze co robisz
to klniesz
nie zmawiasz pacierza jak Cię matka Twa uczyła
lecz klniesz
i zwijasz się z bólu

potem wstajesz
i żyjesz swoim życiem

żyjesz w świecie
mercedesa, bmw, ferari, itp

w świecie
calvina kleina, bossa, zegny, itp

motoroli, noki, samsunga, itp

bankietów, opery, itp

aksamitu, brylantów, złota, wódki, itp

i innego burżujstwa

bez hobby, bez poświęcenia
bez wysiłku

łatwo, szybko i przyjemnie

zasypiasz zupełnie sam
bez miłości i ciepła

i budzisz się znowu
sam
lub z dziwką u boku

w świecie bez ducha i sensu
i znowu klniesz…

bo wiesz, że jesteś martwym produktem
przedmiotem
na własne życzenie

h1

nijaki

maj 7, 2008

Podczas śniadania. Tak. Wyjątkowo przed egzaminem zjadłem rano posiłek.

Doszedłem do wniosku, że  mój blog jest nijaki. Pisze na tematy wzięte z dupy. Tak tylko, żeby napisać. Już mnie to wkurza. Nie mam czasu na to by siąść i napisać porządną notkę, nie wspominam o artykule.

W każdym bądź razie. Skoro już taką wiedzę mam. Jestem uświadomiony, że muszę coś zrobić z blogiem to pozostało wziąć się do roboty. To najtrudniejsza część zadania.

Miłego.

h1

Czwarty maj

maj 4, 2008

Weekend minął w miłej, rodzinnej atmosferze. Pogoda w lubelskim nie dopisała. Leżałem prawie cały czas na łóżku. Nie miałem okazji by poszpanować nikonem. Czas szybko zleciał. Nie zdążyłem się nacieszyć obecnością z bliskimi.

Wróciłem do Wrocławia. Przeczuwam, że coś się we mnie zbiera. Jakaś siła, które będzie mi kazać tworzyć. Tak jak kiedyś. Nie jest to miłość, ale czuję, że to będzie kazało mi myśleć i pisać. Trochę się boję. Dawno ten romantyczny Maciek nie odzywał się. Ogólnie miotają mną różne myśli. Dziwnie się czuję. Czegoś mi brak. Innego mam przesyt.

Niby czuję wypalenie, a nosi mnie i momentami rozpierdala nieokiełznana i nienazwana energia.

No nie wiem.

Idę spać.