
6.
marzec 2, 2008kilka lat później…
Obudziły go promienie wiosennego słońca. Mateo jak zwykle miał problem z rannym wstawianiem. Od kilku miesięcy niewykonalna dla Niego była pobudka o 7. Wykorzystywał każdą minutę i każdy kwadrans by pozostać w łóżku. Podniósł się na chwilę, spojrzał w stronę okna i powiedział - Jaki piękny dzień - po czym całym ciałem zwalił sie na poduszki z których uniósł się jakże dobrze widoczny w promieniach słońca kurz. Pogrążył się w marzeniach.
Myślał wtedy o wielu sprawach. Starał się nie wracać myślami do przeszłości bo wiedział, że to mogłoby go zgubić. Czuł, że nie był jeszcze gotowy na to spotkanie. Bał się spojrzeć w jej oczy by od nowa nie wzniecić w sobie płomienia, który przez kilka miesięcy oboje utrzymywali. Mateo bardzo długo podnosił się po ciosie jakie zadało mu życie. Starał nie okazywać tego po sobie. Najgorsze jednak było to, że zmienił się on o 180 stopni. Zanikła w nim empatia, i jakoś mniej romantyzmu w Nim było. Sam odczuwał po sobie, że nie jest tym samym człowiekiem którym był kilka lat temu. Wszystko uległo zmianie. Przewartościował życie. Długo ze sobą walczył. Miotały nim na przemian żądze, wspomnienia i sentyment. Nie potrafił się oderwać od przeszłości. Wiedział, że to groźne. Wiedział również, że musi z tym skończyć, ale nie potrafił. Wiedział, że to kwestia czasu. Długiego czasu. Czuł i myślał, że jest gotowy. Jednak nie wiedział, że życie szykuje dla Niego jeszcze niejedną niespodziankę.
Mateo poderwał się nagle. Nie zdążył spojrzeć na zegarek. Zresztą to było bez sensu. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zaspał. Mateo jak zawsze starał zachować spokój. Ubrał się w garnitur, którego krój miał być tej wiosny modny, oczywiście nie zapomniał o odpowiednim doborze koszuli w pastelowym odcieniu błękitu i krawacie którego barwa przypominała delikatny róż. Mateo, a raczej Mateusz Balicki, bo tak było napisane na jego wizytówkach: Mateusz Balicki - adwokat Międzynarodowej korporacji prawniczej L&P. Był młodym, doskonale wykształconym prawnikiem. Swoją pozycję budował od podstaw. Ciężką i uczciwą pracą oraz nauką. Studia skończył z wyróżnieniem. Egzamin zdał wyśmienicie. Trudności pojawiły się przy aplikacji. Jak zwykle bez znajomości ani rusz. Od lat system naboru w Polsce - chociaż trudno nazwać go naborem - nie zmieniał się ani odrobinę. Na szczęście Mateusz nigdy nie miał problemu z zawieraniem znajomości. Kiedyś na samym początku studiów pracował w jednej z korporacji finansowych. Pewnego dnia zjawił się u Niego o poradę jeden z prominentnych adwokatów w Warszawie, niejaki Andrzej Zeimann. Adwokat ten jak nie trudno domyśleć się dysponował bardzo dużą gotówką. Był osobą inteligentną, ale zupełnie nie znał się na finansach. Dlatego to pamiętne spotkanie, w gruncie rzeczy nic nie znaczące wtedy, nabrało ogromnego i życiowego znaczenia w momencie gdy Mateusz startował na aplikację adwokacką. Pan Zeimann odwdzięczył się Balickiemu za jego ówczesne porady finansowe otwierając mu drogę do palestry. Mało tego. Pan Zeimann przez cały ten okres opiekował się Mateuszem. W ten sposób narodziła się między Nimi przyjaźń, która pokonała barierę wieku.
Mateusz wpadł z impetem do sekretariatu. Przepraszam za spóźnienie - powiedział w stronę interesanta. Zapraszam do gabinetu - dodał po chwili. Sekretarce rozkazał przygotowanie dwóch filiżanek, mocnej, czarnej, parzonej kawy. Po kilku minutach rozmowę adwokata i klienta przerwało delikatne pukanie w drzwi. Była to sekretarka Mateusza, która zawsze niosąc kawę wchodziła nie czekając aż szef powie magiczne: proszę wejść. Po chwili dwaj mężczyźni wrócili do rozmowy. Powiada Pan, że zdradziła Pana żona?
Tak - odrzekł młody mężczyzna, niewiele starszy od Mateusza.
Rozumiem Pana rozczarowanie - odrzekł adwokat. Po chwili dodając - Czy mogę w czymś pomóc?
Oczywiście liczę na pomoc w trakcie procesu rozwodowego.
Dobrze. Wie Pan, że to jest jedna z moich specjalności. To będzie sporo kosztować. Powiedział to specjalnie. Dobrze wiedział, że do jego kancelarii przychodzą tylko zamożni klienci. Mateusz nigdy nie odmawiał im pomocy prawnej. Nie oznacza to, że nie pomagał również ludziom, których nie było stać na jego usługi.
Klient zareagował żywiołowo - Proszę się nie martwić o to - mówiąc to uśmiechnął się od ucha do ucha.
Mam pytanie do Pana - zagadnął Mateusz.
Jakie? - Zareagował szybko klient.
Proszę mi powiedzieć jakie nazwisko panieńskie ma Pańska żona?
Zwaryńska.
Mateusz osłupiał. Nazwisko to brzmiało jeszcze w jego głowie przez kilka sekund. Nie potrafił uwierzyć. Jak echo odbijało się w jego głowie to nazwisko. W duchu powtarzał sobie: Nie, nie, nie. To nie możliwe.