Po przeczytaniu wywiadu z Leonardem Boofem nasunęło mi się kilka myśli, które muszę spisać gdyż stety lub niestety muszę się z nim zgodzić w kilku kwestiach. Wymieniony przeze mnie wyżej człowiek jest zwolennikiem, a dokładniej twórcą nowej teorii, idei nazywanej teologią wyzwolenia.
Prąd umysłowy nazywany teologią wyzwolenia swój początek bierze z sytuacji która miała miejsce w krajach latynoamerykańskich w latach 60, XX wieku. Punktem stanowiącym podstawy stworzenia takiej myśli stało się doświadczenie dyktatury, a także dużego zniewolenia ludności, niesprawiedliwości i nędzy. Niektórzy katoliccy teologowie zaczęli głosić potrzebę stworzenia na nowo sprawiedliwych stosunków społecznych. Podjęli próby przekonania, że nie tylko świeccy, obywatele maja obowiązek działać na rzecz szerokich zmian, ale także stan kapłański, a wreszcie Kościół jako instytucja powinien zaangażować się w rzeczywistą działalność w celu naprawy sytuacji w najbardziej palących punktach (krajach) na ziemi. W czasie tworzenia się takiego poglądu, z czasem zaczęto zauważać, że zbawienie nabrało mniej lub bardziej samowolnie charakteru doczesnego, stało się celem społecznym, zadaniem na dzień powszedni. Obecnie ruch ten, idea ma coraz mnie zwolenników i nie jest tak znana jak u zarania swego powstania.
Jednak przyglądając się reakcji Kościoła katolickiego na takie ruchy wewnątrz można wyciągnąć wiele wniosków na temat samej hierarchii i Kościoła jako instytucji. Należy tu rozdzielić dwie kwestie, a nawet trzy: wiernych, Kościół (jako instytucja) i Boga (ogólne pojęcie w tego w co wierzymy i co Nam serwuje Kościół). Odsuwając na bok dwie: Boga i wiernych, tego wymagają nasze rozważania, zostawiamy sam Kościół. Tworzą go ludzie i hierarchia która poprzez bardzo skomplikowany system rządów stara się swoją „owczarnie” „prowadzić” ku zbawieniu.
Chciałbym zwrócić uwagę, że samo państwo Watykan, które jest siedziba i stolicą Kościoła Rzymskokatolickiego jest państwem teokratycznym i absolutną monarchia elekcyjną typu patrymonialnego. Bardzo polecam schemat ustroju Stolicy Apostolskiej i hierarchiczny ustrój kościoła. Oba schematy są w książce Społeczeństwo i polityka pod redakcją Konstantego Adama Wojtaszczyka i Wojciecha Jakubowskiego na stronach: 360 i 362. Oddają całą złożoność i mogą stanowić też wyjaśnienie całej tajemnicy i siły hierarchii kościoła.
Otóż wywiad z twórcą teologii wyzwolenia natknął mnie na pomysł podsumowania moich myśli na temat Kościoła i jego instytucji. Całkowicie odrzucam tutaj sferę wiary, dogmatów i innych dużo głębszych spraw o których nie mam pojęcia i nie mam zamiaru pisać. Muszę i chce się zgodzić co do 4 kwestii które stawia Boof Kościołowi katolickiemu.
1. Bezduszność i bezwzględność hierarchii. Boof sam się przekonał o tym podczas swojego procesu, który prowadził obecny papież kard. Ratzinger. W czym się to przejawia? W tym, że Kościół uważa się za jedynego głosiciela prawdy i nie pozwala na różne odstępstwa, które czasami mogłyby nawet posłużyć mu za dobry początek reform i dostosowania się do współczesnych warunków. Niestety chcąc prowadzić prym w świecie wiary, Kościół nadal pozostaje wierny swoim praktykom. Co prawda nie pali się teraz ludzi na stosach, ale niszczy się ich w inny sposób. Są od tego odpowiednie instytucje, ale i media jako narzędzie (szeroko rozumiano) też w tym pomagają. Kościół wykorzystuje swoją pozycje i siłę wiernych do kwestionowania wielu spraw dotyczących nie tylko wiary ale również wolności człowieka, wolności wyboru sumienia i myśli. Kościół stara się takie sprawy jak teologii wyzwolenia tłumić w zarodku, a nie potrafi poradzić sobie z pedofilią i homoseksualizmem wśród księży. By zniszczyć człowieka i zmusić go do milczenia uruchamia cała machinę proceduralną. W kwestiach problemów wewnętrznych? Wycisza je. Na tym polega problem w niekonsekwencji i stosowaniu podwójnych standardów i podwójnej moralności. Z tym Kościół nie potrafi sobie poradzić. Być może to jest jego metoda?
2. Kościół poprzez nakaz milczenia i narzucanie całkowitego posłuszeństwa wobec hierarchii, poprzez podporządkowanie upokarza człowieka (w tym przypadku kapłana). Rzeczywiście tak jest jak mówi Booof. Teologia opiera się o słowo, które nie może być skrępowane, nawet gdy duża cześć ludzi, czy w tym przypadku hierarchii się z nim nie zgadza. Gdy teologowi odbiera się wolność głoszenia słowa i idei automatycznie przestaje on nim być. Tu znowu widać duży problem Kościoła, że nie potrafi poradzić sobie ze zmieniającym się światem. Rzeczywistość zaczyna przerastać zinstytucjonalizowany Kościół, a to przyczynia się, że najzwyczajniej przestaje sobie on radzić. Z tej bezradności rodzą się nowe ruchy i odłamy, które proponują innowacyjne, inne rozwiązania, ale hierarchia z racji, że nie jest w stanie i nie ma chęci na zmiany twardo stoi przy swoim stanowisku, nadal trwając w błędnym myśleniu, że uciszanie i nakazywanie myślenia wedle doktryn Kościoła będzie panaceum na rodzące się ruchy w Kościele. Przecież zawsze pozostają ekskomunika. Oręż kościoła w walce z myślicielami i niepokornymi.
3. Watykan uważa, że bez Kościoła nie ma zbawienia. W tym stwierdzeniu wziętym prosto z życia widać partykularyzm Kościoła i hierarchii, która uważa się za najlepszą i jedyną godną głosić zbawienie i wiarę w Boga. Czy ta godność nie jest zbyt wybujała? Czy Chrystus tak sobie wyobrażał Kościół? Tak zinstytucjonalizowany. W którym często procedury i prawo prowadzą do zaniku prawd wiary i prowadzą do odwracania się rzeszy wiernych. Czy ten monopol, który Kościół bezustannie stara się wprowadzić nie przyczynia się do tego, że w imię prowadzenia ekspansji katolickiej przez hierarchię zanika miłosierdzie? Bo w imię czego ucisza się wielu teologów? W imię miłości chrystusowej? To dziwne, że w takiej instytucji brakuje miejsca dla pluralizmu i próby wysłuchania innych głosów. Może to strach przed czymś. Ale przed czym? Najbardziej boli brak odpowiedzi na wiele prostych i podstawowych pytań.
4. Rzymska hierarchia nie jest otwarta na świat, boi się różnorodności i nowoczesności. To prawda Kościół nie chce pójść z duchem czasu. Nie mówię tu o tym, że ma pozwolić na relatywizm (takowego można się doszukiwać również w samym Kościele), konsumpcjonizm czy całkowitą zmianę swoich doktryn, zasad. Mówię o podjęciu decyzji i refleksji nad obecnym stanem. Bo gdyby nawet zapoczątkowano proces zmian i tak by on trwał długie lata. Chodzi o to, żeby Kościół otworzył się na różne głosy i propozycje, by nie tkwił w przekonaniu, że wszystko co trwałe i już osiągnięte jest wieczne i niezmienne i że lud wiernych członków Kościoła na to się godzi. Problem w tym tkwi, ze często ten głos ludu nie dochodzi do hierarchii i nie dlatego, że mury Rzymu (Watykanu) i wielu budynków kurii są grube, ale dlatego, że ten głos nie chce być wysłuchany zwłaszcza gdy jest odmienny i nawołuje do reform i wypomina grzechy Kościoła.
To tylko kilka problemów, ale moim zdaniem jednych z najważniejszych trapiących Kościół i sprawiających, że ja, jak i wielu innych wiernych jesteśmy skłonni się od niego odwrócić. Oczywiście Kościół ma również swoje piękne karty, ale moim zdaniem zawdzięcza je swoim wiernym i kapłanom z prawdziwego powołania, którzy rzeczywiście poszli za nauczaniem Chrystusa i zdali się na jego miłosierdzie, a nie na procedury i zasady ustalone przez hierarchię, która nadal pozostaje głównym mankamentem Kościoła katolickiego, który z zasady powinien być powszechny, a powszechność przecież nie przejawia się tylko w masowości ale w tym, że wszyscy powinni być traktowani równo, z szacunkiem a decyzje powinny opierać się na dobru ludu bożego. Tylko, że ja często mam wrażenie, że Watykanowi zależy na tym by wierni to była ciemna masa, która nie zadaje pytań, bo taką masę można łatwo kształtować a jeszcze łatwiej manipulować. Tacy wierni nie sprawiają problemów. Tylko czy chodzi nam o ślepą wiarę i ślepe, bezgraniczne zaufanie i posłuszeństwo wobec hierarchii?