Już od dawna zbierałem się do napisania kilku zdań na ten temat. Chociażby z tak oczywistych powodów, że z ludźmi o orientacji homoseksulanej spotykamy się świadomie lub nie na codzień. Taka jest prawda. Być może codziennie podajemy im rękę, mówimy dzień dobry, itd.
Przejdźmy do meritum. Homoseksualizm jest przez innych nazywany chorobą, dewiacją, usposobieniem, zboczeniem czy uwarunkowaniem genetycznym. Nie wiem, być może wprowadzę pewną innowację. Dla mnie heteroseksualnej osoby pociąg do tej samej płci jest ideą. Jest to wybór sposobu życia tak jak bycie singlem, mnichem, czy właśnie heteroseksualną jednostką. Skąd takie podejście? Odsiałem przyczyny kulturowe natomiast wziąłem pod uwagę to jak do przodu posunęła się współczesna myśl o świecie, człowieku i jego psychice. Rzeczywistość jest taka, że nikt nikogo nie zmusza do bycia takim czy owakim. Nie jesteśmy społeczeństwem, społecznościami żyjącymi w zamkniętych ramach, normach czy granicach. Bo czym jest moralność? Czym jest prawo? Wszystko jest względne. Każdy może wszystkiemu zaprzeczyć. Żyjemy w takim świecie jakim go sobie stworzymy. Od Nas zależy z jakich klocków, częsci i ludzie będzie złożony. Tu wchodzimy w kwestie prywatności, która nie tylko w homoseksualizmie jest istotna. Jednego nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego pewna grupa tych ludzi epatują tak bardzo swoją seksualnością. Do czego im są potrzebne te wszystkie prawa, które jako obywatelom państwa, świata sie należą? Przecież jeżeli ‘kochają’ się to nie musi wiedzieć o tym cały świat. Nie widzę powodów dla których trwa ten cały pióropuszowy raban. Ja wiem, że jest im źle bo nie mogą się przytulić na ławce czy w parku, ale niestety nie przekonają społeczeństwa, nie zmienią mentalności ludzi na tyle by zburzyć porządek w ich głowach. W tej kwestii jednak zgodziłbym się z przeciwnikami i zagorzałymi hunterami gejów i lesbijek, że być może to jest spisek pewnego lobby homoseksualnego, ale nie wiem. Nie ma dowodów, nie ma sprawy?
Jednym z przedmiotów dyskusji jest grzeszna strona homoseksualizmu. Nigdy nie byłem na tyle bezczelny by zaglądać do czyjegoś łóżka A TYM BARDZIEJ debatować nad sumieniem, czy moralnością drugich czy trzecich osób. Tu się kłania wcześniej wspomniana śmierć moralności, wchodzimy w kwestie relatywizmu religijnego. Bo można zapytać. Kto jest bardziej grzeszny: morderca, pedofil, czy homoseksualista kochający mniej czy bardziej platonicznie? To chyba kwestia Stwórcy. Jednak kwestią wybaczenia jest podejście Kościoła jako instytucji. Stosunek hierarchii do homoseksualizmu znany jest wszystkim. Jednak czy Kościół ma moralne prawo do pouczania w tych kwestiach? Kto jak nie on?
Wszystko kręci się wokół moralności. Chyba mniej wokół tolerancji. Bo każdy przez tolerancję rozumie co innego. Nie będę dokładał zbędnych zdań na jej temat bo powstały już tomy ksiąg i artykułów w tym temacie. Kwestia dystansu do świata i otaczających Nas ludzi. Kwestia zdrowego dystansu.
Skąd te powyższe twierdzenia? Chyba wywodzą się z tego, że nie jestem w stanie zrozumieć nienawiści pomiędzy ludźmi. Przykład homoseksualizmu jest doskonałym przykładem. Nie chce być tutaj alterantymegahiperforhomoseksualistą. Nie chce siać propagandy żadnej ze stron. Tylko pytam się gdzie tkwi Nasza nienawiść do tych ludzi? Czym różni się nawoływanie do eksterminacji homoseksualistów od eksterminacji Żydów? W XX wieku też zaczynało się od haseł wykrzykiwanych na ulicach… Oczywiście to trochę abstrakcyjne, ale chyba nie można pozwalać na pozostawienie takich czynów bezkarnymi.
Kończąc chcę zaznaczyć, że w swoim krótkim życiu osobiście spotkałem kilku gejów, chyba jedną lesbijkę. Są to normalni ludzie. Jakoś nie zarazili mnie homoseksualizmem. Nie przekonywali mnie do siebie. Nie podrywali. Ot co. Kwestia podejścia. Kwestia moralności i dystansu które można zbudować w sobie, bo te budowane w społeczeństwie mogą być fałszywe.
Maciej
- życiowy heteryk
- polityczny homini