Posts Tagged ‘sobota’

h1

czerwiec 7, 2008

Sobota równie się wyspaniu, praniu i sprzątaniu :D

Czuję się jak mamuśka. Hehe.

Dzwonili do mnie wczoraj z kancelarii. Co oznacza, że chcą mnie tam nadal. Umówiłem się na wtorek, ok 11. Zobaczymy czy zgodzą się na moje warunki, które jak na mnie nie są zbyt wygórowane.

Miłego weekendu.

h1

szalona sobota

kwiecień 27, 2008

Wczoraj wypadki potoczyły się bardzo szybko. Nauczony zdarzeniami z ubiegłego tygodnia postanowiłem przelać sobie z jednego konta na drugie pieniądze i udałem się na polowanie ‘dżinsów’, konkretnie marki levis. W ubiegłym tygodniu bardzo dużo modeli było przecenionych na 60 zł. Niestety w ten weekend już takiej promocji nie było. Następnie udałem się w stronę Carrefoura, minąłem Media Markt, ale po chwili cofnąłem się i postanowiłem wejść i rozejrzeć się za aparatami. Długo nie czekałem. Zagadnięty przez doradcę powiedziałem, że jestem zdecydowany kupić, ale problem tkwi w banku. Zapytał o co chodzi, po krótkiej chwili powiedział żebym się nie przejmował. W Media Markt dadzą mi kredyt. I co? Pewnie, że mi dali. Dzięki temu jestem posiadaczem pięknego, nowego nikona d60 z dwom obiektywami. Myślałem, że zwariuje. Wczoraj chodziłem, i testowałem przez 3 godziny, a następnie całą noc gdyż bawiłem się z ludźmi z pracy. Cudeńko normalnie. Bóstwo. Już mi nic nie trzeba.

Niedziela zaczęła się dla mnie o 01:51. Wytłumaczył mi to kanar. Miałem bilet do 26, a już był 27. Lekko wstawiony próbowałem na podstawie kodeksu cywilnego wytłumaczyć Panu, że jeszcze bilet jest ważny, ale nie wiem dlaczego nie uwierzył mi. Po drugie zachowanie jego odbiegało od szeroko pojętej kultury osobistej. Wyrwał mi legitymację,  a jak zapytałem na jakiej podstawie zarekwirował mi dokument tożsamości kazał zamknąć drzwi kierowcy i wezwał Policję, która już czekała na dworcu. Obyło się bez zbędnej sensacji, bo Ci kanarzy są tacy spanikowani. Dobrze, że jeżdżą w 5-6 i są w wieku mojego ojca bo dostaliby kilka ‘**rw’. Dzisiaj im przeleje, zaoszczędzę w ten sposób 30 zł. Wole nie mieć na pieńku za ileś tam lat, bo prędzej czy później upomną się.

W każdym bądź razie. Świat jest piękny, ale tylko jak się patrzy przez obiektyw.

pzdr.

h1

Przysnęło się dziecku.

kwiecień 12, 2008

Wczoraj wyszło ze mnie całe zmęczenie. To był piękny, ale ciężki tydzień. W środę pracowałem 9 godzin, musiałem odpracować 2 godziny. Przez co w czwartek nie wstałem na zajęcia z prawa konstytucyjnego. Nie cieszyło mnie to ponieważ na te akurat bardzo chętnie uczęszczam. Po drugie. Jest już źle ze mną. Skoro dwa budziki nie są w stanie mnie obudzić i postawić na nogi to nie wiem kto lub co jest w stanie to zrobić. Nie może tak być, że ja przez sen, podświadomie wyłączam budziki nad ranem. Nawet tego nie pamiętam, ale wnioskuje, że tak muszę robić. Przecież kładę się z przeświadczeniem, że muszę wstać, itd…

No ale wczoraj to pobiłem samego siebie. Fakt, że w czwartek po pracy, czyli przed 23 udałem się na imprezę. Miało być spokojnie. Taaaaaaa. Ja i spokojna impreza. Spotkałem jeszcze innych znajomych i tak bawiliśmy sie w trzech klubach, w trzech różnych gatunkach muzycznych. Do domu wróciłem przed 4, a po 6 musiałem wstać do pracy i wstałem. Co dziwne wstałem. W pracy jak w pracy. Robiłem swoje. Z każdą godziną ciężej, ale robiłem. Jak to się mawia. Na kaca najlepsza - praca. Z wyrafinowaniem pożegnała się pierwsza zmiana z drugą. Po czym udaliśmy się celebrować weekend. Wróciłem do domu, ale długo w Nim nie zostałem. Poszedłem na spacer. Pogoda sprzyjała. Poza tym musiałem kupić chleb. Na chlebie się nie skończyło… Jak to bywa już ze mną skusiłem się na buty. Tak wiem. Miałem ograniczyć zakupy. Niestety jak mi się coś podoba to nie potrafię sobie odmówić. Tak było i tym razem. Kupiłem oldschoolowe buty, białe z ładnym niebieskim znakiem nike. Takie na wiosnę i lato, ładnie komponujące się z krótkimi spodenkami. Może zakup ten był spowodowany tym, że tego samego dnia nabyłem kodeksy, które kosztowały ponad 100 zł. Więc mój mózg pokierował się zasadą: coś dla ducha i dla ciała. Musiało być po równo. Końcówka dnia była najlepsza. Po kolacji postanowiłem poczytać nowo nabytą książkę “Za worek kości”Baulenasa. Zbyt długo jej nie poczytałem. Po ok chyba 15 minutach zasnąłem…nagle obudziłem się, myślałem, że jest 23. Radio grało zbyt głośno, światło raziło w oczy, a laptop męczył się na biurku…spojrzałem na zegarek. Było kilka minut po 3 w nocy. Zgasiłem światło, zamknąłem drzwi, ściszyłem radio i położyłem się dalej.

Wstałem o 10. Zjadłem śniadanie. Następnie wziąłem prysznic i poszedłem wybrać pieniądze z bankomatu bo zapewne jutro zjawi się właściciel po zapłatę za mieszkanie. Wybrałem się do fryzjera z racji, że w poniedziałek mam bardzo ważną rozmowę kwalifikacyjną. Od rana jest zimno i pochmurno. Dopiero teraz słońce walczy z chmurami, a ja muszę zabrać się do czytania kodeksu. No cóż zachciało sie lepszej posady to się teraz ma.

Spokojnego weekendu.