Posts Tagged ‘tydzień’

h1

Środowy wtorek po poniedziałku

kwiecień 23, 2008

Nie mogłem zasnąć. Mam tak zawsze podczas kolejnej nocy gdy dzień wcześniej przesadzę z alkoholem. Jak już zasnąłem to śniły mi się dziwne rzeczy. Dostawałem niezrozumiałe meile od menadżera. Nie mogłem skojarzyć o co mu chodzi.

Noc szybko uciekła. Nastał ranek. Budziki tym razem nie zawiodły. Punkt 6:05 zadzowniły. Jeden po drugim. Podniosłem się a myśli biły się: isć czy nie iść na socjologię; przecież oddaje kolokwium; nie będzie nic ciekawego. Moje nogi powiedziały mi, że mam zostać w łóżku, mózg bardzo chciał jechać na uczelnię. Wpadłem na pomysł napisania sms-a do znajomych żeby zwrócili uwagę co dostałem. Na obecną chwilę wiem, że jest to 5, z której bardzo się cieszę.

Wyspałem się. Wziąłem prysznic. Słoneczko pięknie świeci aż mnie nosi żeby zrobić coś pozytywnego. Pofotografowałbym, ale muszę zaczekać na zaświadczenie z pracy bo nikt mi jak jestem na kacu nie wierzy, że jestem pracownikiem banku (vide notka wcześniejsza).

Jest jeden plus. Przez weekend udzielają kredytów ‘bez oprocentowania’. Wyjdzie na lepsze.

Słonecznego.

h1

Przysnęło się dziecku.

kwiecień 12, 2008

Wczoraj wyszło ze mnie całe zmęczenie. To był piękny, ale ciężki tydzień. W środę pracowałem 9 godzin, musiałem odpracować 2 godziny. Przez co w czwartek nie wstałem na zajęcia z prawa konstytucyjnego. Nie cieszyło mnie to ponieważ na te akurat bardzo chętnie uczęszczam. Po drugie. Jest już źle ze mną. Skoro dwa budziki nie są w stanie mnie obudzić i postawić na nogi to nie wiem kto lub co jest w stanie to zrobić. Nie może tak być, że ja przez sen, podświadomie wyłączam budziki nad ranem. Nawet tego nie pamiętam, ale wnioskuje, że tak muszę robić. Przecież kładę się z przeświadczeniem, że muszę wstać, itd…

No ale wczoraj to pobiłem samego siebie. Fakt, że w czwartek po pracy, czyli przed 23 udałem się na imprezę. Miało być spokojnie. Taaaaaaa. Ja i spokojna impreza. Spotkałem jeszcze innych znajomych i tak bawiliśmy sie w trzech klubach, w trzech różnych gatunkach muzycznych. Do domu wróciłem przed 4, a po 6 musiałem wstać do pracy i wstałem. Co dziwne wstałem. W pracy jak w pracy. Robiłem swoje. Z każdą godziną ciężej, ale robiłem. Jak to się mawia. Na kaca najlepsza - praca. Z wyrafinowaniem pożegnała się pierwsza zmiana z drugą. Po czym udaliśmy się celebrować weekend. Wróciłem do domu, ale długo w Nim nie zostałem. Poszedłem na spacer. Pogoda sprzyjała. Poza tym musiałem kupić chleb. Na chlebie się nie skończyło… Jak to bywa już ze mną skusiłem się na buty. Tak wiem. Miałem ograniczyć zakupy. Niestety jak mi się coś podoba to nie potrafię sobie odmówić. Tak było i tym razem. Kupiłem oldschoolowe buty, białe z ładnym niebieskim znakiem nike. Takie na wiosnę i lato, ładnie komponujące się z krótkimi spodenkami. Może zakup ten był spowodowany tym, że tego samego dnia nabyłem kodeksy, które kosztowały ponad 100 zł. Więc mój mózg pokierował się zasadą: coś dla ducha i dla ciała. Musiało być po równo. Końcówka dnia była najlepsza. Po kolacji postanowiłem poczytać nowo nabytą książkę “Za worek kości”Baulenasa. Zbyt długo jej nie poczytałem. Po ok chyba 15 minutach zasnąłem…nagle obudziłem się, myślałem, że jest 23. Radio grało zbyt głośno, światło raziło w oczy, a laptop męczył się na biurku…spojrzałem na zegarek. Było kilka minut po 3 w nocy. Zgasiłem światło, zamknąłem drzwi, ściszyłem radio i położyłem się dalej.

Wstałem o 10. Zjadłem śniadanie. Następnie wziąłem prysznic i poszedłem wybrać pieniądze z bankomatu bo zapewne jutro zjawi się właściciel po zapłatę za mieszkanie. Wybrałem się do fryzjera z racji, że w poniedziałek mam bardzo ważną rozmowę kwalifikacyjną. Od rana jest zimno i pochmurno. Dopiero teraz słońce walczy z chmurami, a ja muszę zabrać się do czytania kodeksu. No cóż zachciało sie lepszej posady to się teraz ma.

Spokojnego weekendu.